środa, 11 stycznia 2012

Były prezydent honorowym obywatelem Kielc

Były prezydent honorowym obywatelem Kielc

Autorem artykułu jest Michał Trochonowicz



O nadaniu honorowego obywatelstwa Kielc ostatniemu prezydentowi RP na uchodźstwie Ryszardowi Kaczorowskiemu zdecydowali w czwartek kieleccy radni. Uchwałę w tej sprawie przyjęli jednogłośnie. Wręczenie tytułu odbędzie się 12 sierpnia.
O nadaniu honorowego obywatelstwa Kielc ostatniemu prezydentowi RP na uchodźstwie Ryszardowi Kaczorowskiemu zdecydowali w czwartek kieleccy radni. Uchwałę w tej sprawie przyjęli jednogłośnie. Wręczenie tytułu odbędzie się 12 sierpnia.
Przewodniczący rady Krzysztof Słoń (PiS) podkreślał, że Kaczorowski jest jedną z najwybitniejszych postaci polskiego życia politycznego i społecznego.

- Jako ostatni prezydent RP rezydujący w Londynie stał się symbolem ciągłości między drugą a trzecią RP. Jego 90-letnie życie, nierozerwalnie związane z polskim doświadczeniem historycznym XX wieku, stanowi doskonały przykład postawy służebnej wobec ojczyzny - mówił przewodniczący, przedstawiając uchwałę. Radni przyjęli ją oklaskami na stojąco.

Słoń poinformował, że Kaczorowski zgodził się zostać honorowym obywatelem Kielc i odczytał przesłany przez niego list.

"Tę wysoką godność przyjmuję w dowód uznania działań całej emigracji niepodległościowej, która w wyniku jałtańskiej zbrodni na narodzie polskim pozostała po II wojnie światowej na obczyźnie, by walczyć dalej o wolność i suwerenność ojczyzny" - napisał Kaczorowski.

Po głosowaniu radny Marek Wołowiec (PO) podkreślił, że Kaczorowski godny jest tytułu, ale sprawa nie była konsultowana z klubem radnych Platformy Obywatelskiej. Dodał, że nie uwzględniono zgłoszonej przez nich kandydatury Władysława Bartoszewskiego do tytułu honorowego obywatela Kielc.

Akt nadania honorowego obywatelstwa zostanie wręczony Kaczorowskiemu 12 sierpnia podczas uroczystości wejścia do Kielc corocznego Marszu Szlakiem I Kompanii Kadrowej Józefa Piłsudskiego. Kaczorowski jest honorowym protektorem marszu. Był na mecie "kadrówki" kilkakrotnie, Kielce odwiedził także z okazji Zlotu Związku Harcerstwa Polskiego w 2007 roku.

Ryszard Kaczorowski za działalność konspiracyjną w ZHP w czasie okupacji sowieckiej w 1940 roku został skazany przez sąd w Mińsku na karę śmierci. Wyrok zamieniono na 10 lat łagrów. Wywieziony na Kołymę, odzyskał wolność po podpisaniu traktatu Sikorski-Majski.

W 1942 roku wstąpił do Armii Polskiej w ZSRR, formowanej przez gen. Władysława Andersa. Przeszedł szlak bojowy z III Dywizją Strzelców Karpackich II Korpusu Polskiego, walcząc m.in. o Monte Cassino. W 1947 roku osiadł w Londynie.

W 1986 r. w rządzie na emigracji został ministrem do spraw krajowych, w 1989 objął - po Kazimierzu Sabbacie - stanowisko prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej na uchodźstwie. Po wyborze Lecha Wałęsy na prezydenta, w grudniu 1990 roku, Kaczorowski przekazał na jego ręce insygnia władzy prezydenckiej II RP.

Honorowymi obywatelami Kielc są m.in. Jan Paweł II, Józef Piłsudski, Aleksander Kwaśniewski i Gustaw Herling-Grudziński, a także kilkunastu
_____________________________________________________________________________________________
http://multimedia.bportal.pl/
---

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Czy Polsce grozi powrót do epoki Gierka?

Czy Polsce grozi powrót do epoki Gierka?

Autorem artykułu jest Tomasz Bar



artykularnia_import
Czy 30 mld zł deficytu to naprawdę tak dobry wynik? Oczywiście lepsze to niż 40 mld zł, ale czy nie można zmniejszyć go do 20 mld zł wykorzystując bardzo dobrą koniunkturę gospodarczą? Można, a nawet powinno się podjąć działania w tym kierunku. W przeciwnym razie w okresie spowolnienia gospodarczego pojawią się problemy. Szansa na gruntowne reformy szybko się nie powtórzy.

Czy grozi nam zadłużenie z epoki Gierka?

Póki co nie, ale porównanie nasuwa się samo. W sławnej epoce Gierka gospodarka Polski rozwijała się głównie dzięki olbrzymim pożyczkom od krajów Zachodniej Europy i nie tylko. Notabene pożyczki te spłacamy do dziś, co pochłania znaczną część dochodów państwa.

Prowadzona w ostatnich latach polityka gospodarcza niestety znów zwiększa nasze zadłużenie zarówno wewnętrzne jak i zewnętrzne. W przeciągu zaledwie kilku lat zadłużenie Polski w przeliczeniu na dolary wzrosło z 29 mld USD w 2002 roku do 42 mld USD obecnie. Wartość obligacji, które Polska wyemitowała od 2001 roku wzrosła z 20 mld zł do 74 mld zł. A obligacje kiedyś trzeba będzie wykupić. Najgorsze co można zrobić to emitować nowe na spłatę starych. W ten sposób tylko odsuwa się problemy w czasie. Już teraz Polska wydaje rocznie ok. 26 mld zł na obsługę długów. To prawie tyle, ile wynosi tegoroczny deficyt budżetowy. Jak wynika z obliczeń ekonomistów, obecnie każdy Polak przeznacza 700 zł rocznie na obsługę długu publicznego.

Polska niestety nie jest potęgą surowcową jak choćby Rosja, która w tym roku spłaciła znaczną część swoich długów wobec Europy Zachodniej. Prezydent Putin wykorzystuje koniunkturę na surowce (ropa, gaz), a związane z nią ogromne nadwyżki finansowe przeznacza na spłatę długów. I choć stan gospodarki Rosji pozostawia wiele do życzenia, taki krok z pewnością można uznać za słuszny.

Prezydent Kaczyński takich możliwości nie ma. Zmniejszenie zadłużenia, odbywać się może wewnątrz kraju drogą szukania oszczędności w poszczególnych wydatkach budżetowych.

Strach przed zmianami wiąże ręce

Obserwując zadłużenie Polski w ostatnich latach widać, że rosło ono pod wszystkimi rządami. Od AWS, SLD po obecny rząd. Nikt nie podjął się radykalnych zmian. Interes partii przedkładał się nad dobro obywateli. Niepopularne decyzje o cięciach wydatków mogłyby zaszkodzić notowaniom partii w sondażach, a nie to jest celem ekip rządzących. Przykładem niech tu będą gwałtowne protesty przeciwko propozycji weryfikacji rent, jakie swojego czasu wysunęło SLD. Ekonomiści są zgodni, że tylko z tego źródła można by uzyskać kilka miliardów oszczędności. Ale emeryci i renciści to 30% uprawnionych do głosowania. Atak na ich przywileje wydaje się więc politycznym samobójstwem.

Blisko 70% wydatków budżetowych to tzw. wydatki stałe, których rząd nie chce lub nie może ruszyć ze względu na pogorszenie nastrojów społecznych. Od lat, państwo topi miliardy złotych w dopłatach do deficytowych firm. Rozbudowany system świadczeń socjalnych pochłania olbrzymie kwoty na wszelkiego rodzaju zasiłki, dodatki, waloryzację świadczeń emerytalnych.

To wszystko sprawia, że na oszczędności nie ma miejsca, gdyż do dyspozycji pozostaje 30% środków. Wszystko jest w porządku dopóki mamy wysoki PKB i wpływy do budżetu są takie jak zakładano, a nawet wyższe. Jeśli jednak PKB zacznie spadać, jedynym rozwiązaniem aby zrealizować założenia budżetowe będą albo podwyżki pośrednich podatków jak choćby akcyzy na paliwo i gaz, albo kolejne emisje obligacji na rynku krajowym i zagranicznym.

Pojawiają się pierwsze symptomy spowolnienia?

Jak podała niedawno Polska Konfederacja Pracodawców Prywatnych Lewiatan po raz pierwszy od 5 lat spada ilość eksporterów. Ta lokomotywa gospodarki, która przez ostatnie dwa lata znacznie przyczyniała się do wzrostu PBK zaczyna zwalniać. To niebezpieczne zjawisko. Sprzedaż towarów za granicę dawało firmom szanse na rozwój, zwiększanie mocy produkcyjnych oraz, co chyba najważniejsze, przyczyniało się do zmniejszenia bezrobocia. Jeśli eksport nadal będzie spadać firmy popadną w tarapaty a pierwszą ich ofiarą będą pracownicy. Aby przetrwać, firmy będą zmuszone do cięcia płac, a następnym krokiem będą zwolnienia.

Drugim czynnikiem niebezpiecznym dla kondycji firm jest rosnąca inflacja. Niewykluczone, że Rada Polityki Pieniężnej (RPP) zdecyduje się na podwyżki stóp procentowych jeszcze w grudniu tego roku, a najpóźniej na wiosnę 2007. Wraz z tym pójdą w górę koszty kredytów. Zacznie się więc powolne hamowanie dynamiki PKB. Ludzie będą mniej skorzy do zaciągania kredytów, zmaleje popyt wewnętrzny, a tym samym zaczną spadać wpływy podatkowe zarówno z podatków PIT jak i CIT, gdyż firmy będą ograniczać skalę działalności i skupią się na obronie pozycji w nowych trudniejszych warunkach rynkowych.

Co nas czeka?

Dalsze zadłużanie czy gruntowna reforma finansów państwa? Obawiam się, że to pierwsze. Obecne rządy Prawa i Sprawiedliwości skupiają się na utrzymaniu władzy i administrowaniu państwem. Gospodarka pozostaje poza kręgiem zainteresowania. Obietnice społeczne zostały poczynione. Teraz pora na czyny. Im dłużej trwa prowizorka rządowa, tym gorzej dla kraju. Społeczeństwo się starzeje. Wydatki na emerytury będą rosły w szybkim tempie. Na to muszą znaleźć się pieniądze.

Im większe zadłużenie kraju, tym bardziej oddala się perspektywa wejścia do strefy euro. Im dłużej to potrwa, tym bardziej Polska będzie tracić w oczach zagranicznych inwestorów jako kraj o niestabilnej gospodarce. Odwrót zagranicy od naszego rynku wywoła spadek wartości złotego, co jeszcze bardziej zwiększy koszty obsługi zadłużenia zagranicznego. Kula śnieżna zacznie się toczyć.

Zostanie przekroczony I próg ostrożnościowy 50% zadłużenia wobec PKB, później II próg 55% i zrobi się niebezpiecznie. Konieczne będą drastyczne cięcia w wydatkach i podwyżka podatków aby uratować sytuację. Koszty tej operacji będzie ponosić jednak nowa ekipa polityczna i co smutne, kolejne pokolenia Polaków. Czy nie skończy się to podobnie jak na Węgrzech, gdzie ludzie wyszli na ulice domagając się dymisji rządu?

To ostateczność, ale patrząc na dotychczasowe poczynania kolejnych rządów niczego nie można wykluczyć.
---

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Prezydent chwali premiera za sukcesy gospodarcze.

Prezydent chwali premiera za sukcesy gospodarcze.

Autorem artykułu jest Tomasz Bar



To zdanie pojawiło się ostatnio na łamach prasy.
Jakie sukcesy pytam?
Nie widać bowiem powodów do zadowolenia, a już na pewno nie w sferze gospodarki.
Chyba że pochwała działa na zasadzie, skoro rzeczywistych sukcesów brak, stwórzmy je sami.
Tak można interpretować słowa prezydenta.
To zdanie pojawiło się ostatnio na łamach prasy.
Jakie sukcesy pytam?
Nie widać bowiem powodów do zadowolenia, a już na pewno nie w sferze gospodarki.
Chyba że pochwała działa na zasadzie, skoro rzeczywistych sukcesów brak, stwórzmy je sami.
Tak można interpretować słowa prezydenta.

Skoro jest tak doskonale, dlaczego nie potwierdzają tego ekonomiści i przedstawiciele środowisk przedsiębiorców? Cytując PB, średnia ocena dla działań rządu przyznana przez zapytanych ekspertów w skali 1-5 to 2. Dla mnie 2 to wynik negatywny, ale widać że głowa państwa nie bierze sobie tego do serca. Dla obecnej ekipy rządzącej głównym powodem do zachwytu jest tempo wzrostu gospodarczego, spadek bezrobocia i napływ inwestycji zagranicznych.

Kilka słów wyjaśnienia:- Wzrost gospodarczy nie jest zasługą obecnego rządu, a działań SLD i następstwem przystąpienia Polski do UE.
- Bezrobocie spada głównie za sprawą bardzo dużej emigracji. Co powinno najbardziej martwić, z Polski wyjeżdżają ludzie młodzi szukający swojego miejsca do życia poza rodzinnym krajem.
- Napływ inwestycji zagranicznych to również zasługa poprzednich rządów. Obniżka podatku CIT od firm do 19% oraz stworzenie tzw. Specjalnych Stref Ekonomicznych są lokomotywą napływu inwestycji, których nijak nie może na swoje konto przypisać PIS wraz z "przystawkami".

Prawda jest taka, że mamy olbrzymią emigrację, brak reformy finansów publicznych, rekordowe i stale rosnące zadłużenie Polski, najwyższe w UE bezrobocie oraz wstrzymaną prywatyzację.
Polska gospodarka jest najmniej konkurencyjna spośród wszystkich państw UE. W opublikowanym właśnie raporcie Banku Światowego "Doing Business 2007 r. Polska zajęła 75 miejsce spośród 175 państw objętych badaniem. Pytam więc, gdzie te sukcesy?

Prawo o swobodzie działalności gospodarczej do kosza.
To najlepszy przykład na to, że przypisywanie sobie sukcesów w dziedzinie gospodarki jest nieporozumieniem i propagandą. Oczekiwana od roku ustawa mająca na celu zniesienie części utrudnień dla przedsiębiorców okazała się mrzonką. Nowa ma powstać jeszcze w pierwszym półroczu 2007 r. Trudno mi jakoś w to uwierzyć patrząc na dotychczasowe działania rządu.

Gdzie prywatyzacja?
Z zapowiadanych na 2006 r. 5,5 mld zł z tytułu prywatyzacji wpłynęło 10% tej kwoty.
Śmiało można zaliczyć prywatyzację do kolejnej porażki rządu.
Gdyby nie wysokie tempo wzrostu gospodarczego, które zapewniło dodatkowe wpływy do kasy państwa, brak dochodów z prywatyzacji mógłby okazać się kluczowy do domknięcia budżetu.
Ponieważ jednak mamy nadwyżkę, brak prywatyzacji przeszedł bez echa.
I niesłusznie, gdyż zapomina się o korzyściach jakie daje prywatyzacja. W obecnym okresie silnego wzrostu gospodarczego prywatyzowane spółki można by sprzedać znacznie drożej, niż kiedy PKB zacznie spadać, a wraz z tym inwestorzy nie będą już tak hojni. Póki co minister Wojciech Jasiński stojący na czele Ministerstwa Skarbu dzielnie broni Skarbu Państwa. Tylko czy na tym polega rola ministra Skarbu? Nie pozostaje nic innego, jak wypatrywać następcy Jacka Sochy, ministra Skarbu Państwa za czasów SLD, który sprawnie prywatyzował poprzez giełdę kolejne spółki, przyczyniając się z jednej strony do zasilania budżetu, a z drugiej do popularyzacji giełdy jako miejsca, w którym każdy może nabyć część prywatyzowanego majątku. Wszyscy pamiętamy przecież gigantyczne zainteresowanie jakie towarzyszyło sprzedaży akcji PKO BP.

Najsmutniejsze w tym wszystkim jest to, że rząd traci czas i zamiast dbać o podtrzymanie wzrostu gospodarczego zajmuje się tematami zastępczymi. Czym się pochwali, jeśli wskaźniki gospodarcze się pogorszą? Oto jest pytanie, na które nie ma odpowiedzi.
---

http://www.FinanseOsobiste.pl


Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl